Nie mam siły na porządkowanie wszystkiego, co działo się w ciągu ostatnich kilkunastu dni, nie odczuwam nawet takiej potrzeby.
Teraz, gdy czuję się dobrze i nie analizuję zbyt wiele, nie planuję, nie myślę po prostu, czuję, że uśmiech kojarzy mi się z norweskim wyglądem, pachnie niebiesko. Czesław, Manson, MSI, RATM i cała masa głupich piosenek, Skrillex - tak brzmi radość. Ciepło mi pod tym kocem. Zielona herbata o smaku grejpfrutowym w tym dużym kubku jeszcze nigdy nie smakowała mi tak dobrze.
Trzęsą mi się dłonie, boli mnie głowa, brzuch, mięśnie, mam mdłości, ale wiem, że gdy wrócę do czytania "Ballad i romansów", zapomnę o tym i będę czytać tę książkę z beznadziejnym uśmiechem na twarzy, spowodowanym nie tylko absurdalnym poczuciem humoru Karpowicza.
Byle nie myśleć, nie interpretować, nie przejmować się za bardzo.